Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Matt Smith. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Matt Smith. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 stycznia 2017

10 lat The Sarah Jane Adventures


Oficjalny spin-off Doctor Who z udziałem klasycznej towarzyszki ma już 10 lat! 

Serial, którego główną i tytułową bohaterką była nieżyjąca już Elisabeth Sladen, zadebiutował na antenie BBC One o 16.41 1 stycznia 2007 roku. Pilot nazwany Invasion of the Bane trwał 60 minut, a za jego produkcje odpowiadali Gareth Roberts i Russell T. Davies (ówczesny showrunner DrWho). Odcinek zdobył na tyle dużą popularność, że już w tym samym roku wystartował pełny sezon The Sarah Jane Adventures. Produkcja doczekała się łącznie 5 serii i została nagle przerwana w 2011 przez śmierć Elisabeth.

Oboj niej w serialu wystąpili również Samantha Bond, Yasmin Paige, Tommy Knight, Porsha Lawrence-Mavour, legendarny John Leeson (głos K9 i Daleków), Alexander Armstrong oraz gościnne David Tennant (Dziesiąty) i Matt Smith (Jedenasty).

Na YouTube pojawił się filmik celebrujący okrągłą rocznicę The Sarah Jane Adventures:

piątek, 25 września 2015

Fanfik: Untying the Enemy/Rozwiązując wroga


Ostatnio zauważyłam, że w internecie jest mnóstwo świetnych angielskich fanfików Doctor Who. Niestety, jak wszyscy wiemy - przeraźliwie mało polskich. Uznałam, że spróbuję przetłumaczyć na nasz język moje ulubione zagraniczne fanfiki, zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy zna język Królowej aż tak dobrze, by zapoznać się z tym obfitym doktorowym medium. Jednocześnie muszę zaznaczyć, że wciąż się uczę, ale i tak sądzę, że tłumaczę lepiej niż Google Translate. Poczynając od dzisiaj, tłumaczenia będą pojawiały się co dwa tygodnie - chyba, że z przyczyn niezależnych ode mnie, nie uda mi się na czas przygotować tekstu. Jeżeli tak się stanie, oprócz nowego tłumaczenia, dodam jeszcze coś w ramach przeprosin. Zacznę od tłumaczenia fanfików z Jedynastym i Clarą. Zdradzę Wam, że to moje OTP! Jestem również otwarta na propozycje i jeżeli ktoś chciałby, abym mu przetłumaczyła jakiś konkretny fanfik, to prosiłabym wysłać link do niego na naszego maila: whomaniaki@gmail.com lub w komentarzu. Możliwe, że kiedyś napiszę i zamieszczę swój własny fanfik, ale mówimy tu już o dalekiej przyszłości. Wiele zależy od Was. Mam nadzieję, że spodoba Wam się nowy cykl, i że polubicie mnie tak samo jak ja Was, Sonia.

środa, 23 września 2015

Czy Kustosz to Doktor z przyszłości?


Tom Baker, odkąd niespodziewanie pojawił się w odcinku The Day of the Doctor, niezmiernie ucieszył  fanów, zadowolonych z jego powrotu do Doctor Who. W trakcie rozmowy Kustosza (ang. Curator) z Doktorem staje się jasne, że Baker nie gra tylko Czwartego – to była zupełnie nowa postać, i to z aurą tajemniczości wokół niej. 

Krótko po zakończeniu odcinka dyskusja potoczyła się w stronę pytania: Kogo właściwie grał Tom Baker? Było kilka – bardzo pomysłowych – teorii, że był to Morbius albo po prostu sam Tom Baker (burzący czwartą ścianę dla specjalnego wystąpienia w serialu). Ale dlaczego Doktor tak okrył tajemnicą swą prawdziwą tożsamość? 

wtorek, 10 lutego 2015

Niezwykłe i cudowne #3

Czasami niezwykłe, czasami cudowne, czasami jedno i drugie! Co tym razem zwróciło naszą uwagę?

“Wojny Czasu: Przebudzenie martwych” od Kpants.


Regeneracja Dziesiątego od Momiji95.


"Nikt nie lubi mandarynek" od Sophie Cowdrey.


"Wszystkie historie" od Will Brooks.


"Twarz Mistrza w przybliżeniu" od Dave Clipson.



Tom Baker o współpracy z Big Finish od Big Finish.



Głos z przeszłości od Farfrombeingallover.

Do niedawna zaginiony wywiad z odtwórcą roli Pierwszego Doktora, Williamem Hartnellem. Teraz do odsłuchania poniżej:



"Kroniki Wojny Czasu: ostatni dzień" od BabelColour.



Hołd dla 8 sezonu od tego samego twórcy.



Matt Smith, Karen Gillan i Arthur Darvill wykonują Bohemian Rhapsody zespołu Queen (Wersja z 2015).

wtorek, 4 lutego 2014

czwartek, 12 grudnia 2013

Regeneracja Smitha nie będzie taka sama jak Tennanta.


Steven Moffat dla magazynu SFX powiedział, że regeneracja Matta Smitha nie będzie powtórzeniem regeneracji Davida Tennanta. 

Moffat: „Doktor nie umiera. Naprawdę nie umiera. Po prostu dostaje nowe ciało. Ratuje się od śmierci, omija ją, więc to bardziej triumfalny niż smutny koniec.” Dodaje: „Próbowałem myśleć o tym w ten sposób, że ktoś mówi ci: „kiedy obudzisz się jutro rano, będziesz żył, ale nie będziesz taki sam. Będziesz lubił inne rzeczy, będziesz brzmiał inaczej, wyglądał inaczej i będziesz miał inny charakter. Byłoby to naprawdę straszne.” „Nie odczuwałoby się tego jak śmierć, ale coś dość bolesnego – byłbyś przerażony pomysłem bycia napisanym od nowa. Myślę, że tak wygląda regeneracja dla Doktora. Tak było ostatnim razem, ale nie możemy zrobić tego teraz – to byłoby zwyczajnie niewłaściwe.” 


Moffat dodał także, że w odcinku specjalnym będzie dużo humoru, szczególnie na początku: „W tym odcinku będzie mnóstwo humoru, ponieważ Doktor Matta był zabawnym Doktorem i jeśli ludzie mają za nim tęsknić trzeba im to przypomnieć. Pierwsze 20 minut jest bardzo śmieszne.” „Jest jedna scena na początku, w której cały czas żartujemy, do tego momentu powinniśmy mieć publiczność na żywo, bo to jest jak doktorowy sitcom. Myśleliśmy, że jeśli to ma być ostatnia chwila Jedenastego Doktora, to powinna ona być taka, jaki on był i to, za czym będziecie tęsknić nie jest jego płaczem - to raczej wy będziecie płakać. To jest coś w stylu: „to ostatnie hurra, więcej już nie będzie!”

poniedziałek, 9 grudnia 2013

5 oczekiwań od The Time of The Doctor

Gościnnie Anthony Retondo dzieli się swoimi przemyśleniami.


„Czas Doktora” (“The Time of The Doctor”) jest bez wątpienia jednym z najważniejszych odcinków w historii „Doktora Who”. Na jego rękach spoczywa duża odpowiedzialność i biorąc pod uwagę zadowolenie, jakie musi spełnić to całkiem spore wymagania. Według Moffata i aktorów ten odcinek zawiera wszystko, do czego prowadził serial od kiedy Doktor wylądował na podwórku Amelii Pond. Czy przekaże nam to? Czas pokaże, ale ja dokładnie wiem, co by to mogło być żeby mnie uszczęśliwić. Mam nadzieję, że spodoba Wam się moja lista pięciu oczekiwań od „Czasu Doktora”. 


Mroczny ton

„Doktor Who” góruje w poczuciu humoru.  Dialogi tworzą jedne z najbłyskotliwszych dowcipów jakie słyszałem w czymkolwiek związanym z gatunkiem science fiction. Nawet w tak kluczowym „Dniu Doktora” (“The Day of The Doctor”) znalazło się miejsce na genialne żarty. Ale tam był luz. To był odcinek o świętowaniu przeszłych 50 lat i z tego wydobywał się cały humor. 

Ale „Czas Doktora” nie jest świętowaniem. Jest przeciwieństwem. Pożegnaniem. Mam nadzieję, że klimat świątecznego odcinka pokaże to. Żart od czasu do czasu jest w porządku, ale żeby prawdziwie ukazać pomysł wielkiej wojny i upadek Jedenastego potrzebujemy mroczniejszego i bardziej ponurego odcinka. Zwiastuny wydają się sygnalizować, że właśnie to dostaniemy.   

To działało bez problemów w „Imieniu Doktora” (“The Name of The Doctor”), odcinku, który kręcił się wokół śmierci, ciemnych sekretów i konieczności. Od kiedy Doktor wraca do Trenzalore chcę znowu zobaczyć ten unikalny pomysł na odcinek. Ten odcinek kręci się wokół naprawdę ciemnych czasów – nawet coś tak poważnego jak ostatnie życie Doktora – więc mam nadzieję, że stanie się to w ten sposób.


Duży nacisk na Ciszę

Zdjęcia promujące „Czas Doktora” sugerują, że ten odcinek będzie krążyć wokół idei o największych wrogach Doktora zwracających się przeciwko niemu – co mogliśmy już zobaczyć w „Otwarciu Pandoriki” (“The Pandorica Opens”). Czuję, że ten pomysł może być po prostu zuchwały, tylko zuchwały. Wiemy, że Trenzalore jest miejscem ważnej bitwy, która zakończy się śmiercią Doktora. Jeżeli ta śmierć nie odnosi się do Jedenastego, (co jest możliwe. Prawdopodobnie tylko pierwsze 13 wcieleń jest pochowanych na Trenzalore) bierze w niej udział wielu dodatkowych wrogów, którzy wydają się niepotrzebni.

Jednakże Cisza była bardzo kluczowym elementem od początku ery Jedenastego. Cały czas są dziesiątki niedokończonych wątków dotyczących Ciszy i ich gorzkiej wojny przeciwko Doktorowi. Ciągle muszą się dowiedzieć, że Doktor uniknął swojej śmierci, a znaczenie pytania i zapadnięcie Ciszy musi zostać wyjaśnione. Mam nadzieję, że potraktują to priorytetowo ponad resztę w specjalnym odcinku.

Jeśli w „Czasie Doktora” będzie podsumowana trzyletnia historia, która zaczęła się w „Jedenastej Godzinie” (“The Eleventh Hour”), to możemy logiczne twierdzić, że to będzie finałowe pojawienie się Ciszy. Oni są religijnym zakonem istniejącym tylko po to, żeby powstrzymywać Doktora przed zrobieniem tego, co akurat chce zrobić. Zobaczenie ich znowu nie miałoby większego sensu, więc zasługują na odpowiedni finał.


Czarny charakter

Nie istotne jak delikatnie zostanie to przekazane, „Czas Doktora” będzie wymagał dużego ukazania narzuconych luźnych wątków. Od kiedy centralny przeciwnik Doktora towarzyszy mu przez całego jego jedenaste życie, potrzebny będzie prawdziwy czarny charakter, żeby sprowadzić ich wszystkich.

Czy Madame Kovarian mogłaby mieć swój ostatni występ? To by miało sens, ponieważ Doktor musi zrozumieć, czemu ona go tak nienawidzi. Wyrażam nadzieję, że w tym odcinku Doktor nie będzie po prostu walczył z hordą wrogów. Tym, czego potrzebuje odcinek specjalny jest dobre, odpowiednie starcie z czarnym charakterem, zwłaszcza odkąd potężni złoczyńcy to coś, z czym zmagano się przez erę Moffata. Tennant miał Mistrza i Davrosa. Smith także potrzebuje właściwego antagonisty dla swojego odejścia – kogoś, kto będzie dla niego wyzwaniem przed śmiercią. Czy Tasha Lem Orli Brady jest zdolna do wykonania zadania?


Doktor pożegna się z Pondami

Wśród wszystkich towarzyszy istniejących w historii serialu, prawdopodobnie żaden z nich nie określa specyficznego Doktora tak jak Amy Pond i Rory Williams. Amy Pond była pierwszą osobą, jaką zobaczył Jedenasty. I, tak samo jak inni towarzysze w serialu, ukształtowała osobę, którą był Doktor Matta Smitha. Ale oprócz tego, Pondowie dali Doktorowi coś, czego prawie żaden towarzysz nie mógł dać: rodzinę.

Podróżował z nimi dłużej niż dziesięć lat – żyjąc z nimi przez jeden rok z tego czasu – a oni zapewnili mu dom. Przez chwilę Doktorowi wydawało się, że mógłby zostać z nimi na zawsze. Lecz stracił ich, jak wszystkich poprzednich. Gdy Clara została czarującą towarzyszką, nie spędziła tyle czasu z Doktorem co bardzo ważni Pondowie – którzy byli także mocno związani z historią Ciszy.

Odejście Jedenastego bez zamknięcia tego nie wyglądałoby zbyt dobrze dla niego. Mało prawdopodobne, że znów zobaczymy Pondów, ale jeśli wróciliby perfekcyjnie wiązałoby to przygodę Smitha. Może, w jakiś sposób Doktor będzie w stanie pożegnać się ze swoimi najlepszymi przyjaciółmi. Jednak pożegnanie nie powinno majstrować przy tym, co stało się w „Aniołach na Manhattanie” (“Angels Take Manhattan”). Najlepszym sposobem na wykonanie tego byłoby danie Doktorowi możliwości odwiedzenia kilku momentów z przeszłości przed regeneracją. Nie musieli by to być Pondowie osobiście. Mógłby to zamknąć w swojej głowie, gdyby o nich pomyślał. Mógłby też ostatni raz na nich spojrzeć.
Tak czy inaczej, żeby odejście Doktora Matta Smitha było idealne, musi wykonać ostatnią podróż I otrzymać swoją nagrodę, tak jak zrobił to Doktor Tennanta.


Odpowiedzi

Czy 60 minut to wystarczający czas, żeby wypełnić dziurę we wszystkim, co przydarzyło się Doktorowi Smitha przez ostatnie trzy lata? Jestem co do tego ostrożnie optymistyczny. Świąteczne odcinki specjalne bywają przeciążone zbyt dużą ilością pomysłów i potworów. Jedyną rzeczą jakiej pragnę, ponad inne rzeczy, jest zamknięcie. Era Moffata w serialu była wybitnie intrygująca. Doktor Smitha napotykał wiele poplątanych historii, które wzbudzały więcej pytań niż odpowiedzi. W końcu, wygląda na to, że zapadnie Cisza. Nadchodzi bitwa na Trenzalore. 

Chciałbym, żeby tym razem poświęcono części akcji na wyjaśnienie. To nie jest coś, dla czego odcinki specjalne są pobłażliwe. Potrzebujemy odpowiedzi. Jeśli nie, plątanina historii Moffata ryzykuje stanie się zbyt rozwlekłą i niesatysfakcjonującą. Do tego czasu wstrzymam wszystkie osądy. Ale to jest to. To jest moment, do którego serial prowadził przez długi czas. Musi nam to zostać pokazane… i musi mieć sens.

Czy zostanie to zrobione? Na rękach „Czasu Doktora” spoczywa tak wielka odpowiedzialność, że to aż martwiące. Musi odpowiedzieć na kilka powtarzających się pytań, pokazać fascynujący pojedynek między Doktorem a wrogami, przedstawić Capaldiego i, przede wszystkim, dostarczyć  satysfakcjonujące zakończenie dramatycznego odejścia Matta Smitha. Pokazanie tego nie będzie łatwe.

Mimo wszystko pozostaję umiarkowanie optymistyczny co do świątecznego odcinka. Materiały promocyjne są spektakularne. Miejmy nadzieję, że ta opowieść będzie miała zadowalający koniec, taki, na jaki zasługuje.

5 największych zagadek ery Moffata

Jak doskonale wiemy, fabuła Doktora Who jest pełna pytań bez odpowiedzi i tajemnic bez rozwiązania. Od kiedy Steven Moffat przejął kontrolę nad serialem, wszyscy zauważyliśmy niepowiązane wątki i wielu fanów krytykuje go za niekończenie ich. Oto te, które najbardziej chcialibyśmy zobaczyć w tegoroczne święta.


Kto wysadził TARDIS?

Wszyscy pamiętamy pęknięcie w ścianie Amelii Pond oraz czasie i przestrzeni, obraz Van Gogh'a przewidujący koniec wszechświata w wybuchu. Wszystko to zdarzyło się, kiedy Pondowie latali z TARDIS. Wszystko to zostało zapomniane. Pytanie, które musimy sobie zadać, brzmi: kto to wszystko spowodował? Mogła to być Wielka Inteligencja, Cisza, nawet Doktor, albo ktoś, kogo kompletnie przegapiliśmy!


Co stało się z Madame Kovarian?

Tak samo, jak i  z pęknięciami w czasie - po jej ostatniej scenie w The Wedding of River Song nie słyszeliśmy nawet słowa na temat Kovarian i the order of the Silence. Nadal nie wiemy, kim lub czym jest Madame. Niektórzy twierdzą, że zginęła ona w finale 6 sezonu - jednak w związku z odtworzeniem czasu, ta śmierć nigdy nie miała miejsca. W takim razie, gdzieś we wszechświecie Kovarian nadal się czai - uważam za dziwne to, że pozwoliła Amy i Rory'emu na spokojne życie. Myślę, że wszyscy chcielibyśmy odkryć, kim ona jest. Była dużą częścią życia Jedenastego Doktora - począwszy od szpiegowania jego towarzyszy, zakończywszy na porwaniu jego żony jako noworodka.


A co z Cichymi i ich statkami?

Co stało się z tymi istotami? W 6 sezonie Doktor "pokonuje" ich w rewolucji sprawiając, że uwierzyliśmy, jakoby wszyscy byli zupełnie martwi. Wiemy jednak, że mają statki podobne do TARDIS - mogli podróżować w czasie, ukrywając się przed Doktorem. Ta zagadka jest krótka, jednak moim zdaniem zdecydowanie powinna być rozwiązana. 


Kim była Kobieta w Sklepie?

W The Bells of Saint John, Clara dzwoni do TARDIS przez normalny telefon. To zdarzyło się wcześniej tylko raz, podczas życia Dziewiątego Doktora i Rose. Wedle tego, co powiedziała Clara, dostała ona numer Doktora od kobiety w sklepie, która orzekła, że znaleźć tam można najlepszą pomoc we wszechświecie. Wiele osób miało już wiele teorii na ten temat: mogła to być Rose, River, Sally Sparrow. Ale kto to był, naprawdę?


Trenzalore, Upadek Jedenastego i Doctor who?

Pamiętacie przepowiednię Dorium:
It’s all still waiting for you: the fields of Trenzalore, the fall of the Eleventh, and the question! The first question! The question that must never be answered, hidden in plain sight. The question you’ve been running from all your life. Doctor who?
 Od 1963 nie mamy odpowiedzi. Tym razem, myślę, że pytaniem jest po prostu: czemu imię Doktora jest tak wielkim sekretem? Czemu nigdy nie może być wypowiedziane? Prawdziwe imię Doktora jest czymś, co - mam nadzieję - nigdy nie zostanie zdradzone. Pytanie to nie koniecznie "Jak się nazywasz?", a bardziej "Kim jesteś? Czym jesteś?"... Ale przyjmijmy, że chodzi o samo imię - wiemy, że Moffat często wracał do tego motywu, odkąd poznaliśmy River. W zasadzie, wcześniej - kiedy poznaliśmy Reinette, znaną także jako Madame de Pompadour. "To coś więcej niż sekret, prawda?"

Dwie opinie o The Day of the Doctor

Opinia Davida



Znalazłem się w sytuacji posiadania sprzecznych odczuć na temat stylu pisania Moffata – przede wszystkim jego idei 'podejmowania kreatywnych decyzji'. To była trudna do napisania recenzja, zwłaszcza że zestawia ze sobą zarówno pozytywne, jak i negatywne uczucia odnośnie odcinka. Z jednej strony, był to bardzo piękny odcinek specjalny, zarówno w swej strukturze, jak i w kwestiach językowych. Z drugiej strony, był też bardzo nieuporządkowany; niegodna kontynuacja genialnego pomysłu Russela T. Daviesa i jawne przegapienie szansy na zgłębienie jednego z najbardziej fascynujących obszarów mitologii 'Doctora Who'.

Zmiany są dobre – czy raczej, by być bardziej precyzyjnym, zmiany mogą być dobre. Zmiana może być śmiała, odważna i ubogacająca atmosferę, nadająca głębię 'zmęczonej' fabule; może przynieść nadzieję tym, którzy są rozczarowani swoim ulubionym serialem. Jednakże, poczułem się niestosownie rozgoryczony kłopotliwą decyzją Moffata, by usunąć z serialu główne źródło patosu. Może to być zadowalające dla fanów, ale szczerze mówiąc, czuję się, jakby to było kiepskie fan-fiction – coś wymyślonego przez niedoświadczonego (i podekscytowanego) fana w nudną sobotnią noc - miły pomysł, być może, ale zarazem coś, czego doświadczony pisarz starałby się prawdopodobnie uniknąć. Najwyraźniej jednak nie. Moffat pozwolił sobie na wszystko to, czego się bałem: kolejne bezsensowne zmartwychwstanie, tylko tym razem na dużo większą, bardziej szkodliwą skalę.



Dawno, dawno temu, rzadko używany motyw przewodni 'Wszyscy żyją' był mile witanym wtrąceniem. Na wiele sposobów powinien być nie na miejscu w 'Forest of the Dead', biorąc pod uwagę mroczny, makabryczny ton opowieści. Niemniej jednak, przyjąłem takie rozwiązanie. W kategoriach rozrywkowych, zadziałało ono jako satysfakcjonujące zakończenie odcinka, który zapożyczył niektóre kluczowe idee by wspomóc realizację zamierzonego planu. W 'The Day of the Doctor', jednakże, mogę użycie takiego motywu opisać jedynie jako szkodliwe. Niezależnie od tego, co Doktor myślał, że zrobił, fakt, że nie zabił swoich rodaków usuwa tę korzystną – być może niezbędną – warstwę mroku z jego postaci. Nie jest on już wadliwym/zatroskanym bohaterem – jest po prostu bohaterem. Co więcej, nie jest już ostatnim z Władców Czasu. Jest tylko jednym z Władców Czasu. Dlaczego redukować głównego bohatera do tak nieinspirującej postaci, kiedy poprzedni twórca serialu ustanowił tak intrygującą i złożoną zmianę jego osobie?

Jestem także przeciwko całemu temu pomysłowi zmieniania ustalonych wydarzeń z przeszłości. Uszczegółowienie ich - to zupełnie co innego – nie miałbym nic przeciwko, powiedzmy, rozwinięciu kwestii Wojny Czasu; Upadek Arkadii niech będzie dobrym przykładem jak coś takiego można by zrobić. Ale kiedy scenarzysta 'grzebie' w kompletnym materiale czuję się niekomfortowo. Ostatecznie to było zbyt proste. Trudno mi uwierzyć w to, że wszyscy Dalekowie atakowali Gallifrey i że po prostu zlikwidowali siebie nawzajem w ciągu kilku sekund. Uważam to za mało prawdopodobne, by było tak łatwo przemieścić Gallifrey w czasie i przestrzeni (zwłaszcza, że Wojna Czasu jest zamknięta w blokadzie czasowej – kwestia ta została zbyt lekko potraktowana w narracji – a co ze słońcami Gallifrey?) - a jeśli nawet byłoby to aż tak proste, dlaczego Władcy Czasu sami o tym nie pomyśleli? Niezbyt to przekonywujące, że Doktor, który znał brutalną prawdę o społeczności Władców Czasu ('The Night of the Doctor' pokazuje rozumienie przez Moffata kwestii ich zdeprawowania), tak niezawodnie zaakceptował fakt, że Wysoka Rada może wciąż gdzieś tam być, knując intrygi. A niepojęty horror Gallifrey w jej ostatnim dniu – Dziecko Koszmaru, Horda Parodii i inne - także mogły zostać wypuszczone na wolność. Z tego co rozumiem, to planeta sama w sobie była tym, czego Doktor najbardziej nie był w stanie uratować, ponieważ była tak bardzo chylącym się ku upadkowi, niewyobrażalnie mrocznym miejscem, że nigdy nie mogłaby być przywrócona do życia.



Odkładając na bok wszystkie moje narzekania na takie a nie inne zakończenie, 'The Day of the Doctor' wciąż był przyjemną opowieścią. Miałem możliwość oglądać go na projekcji w Shaftesbury Avenue, co znaczy, że moje pierwotne odczucia na temat odcinka, pomimo że zawierały w sobie rozczarowanie przyjętym rozwiązaniem, były pozytywne - po części dzięki niesamowitej atmosferze kina, a także spektakularnym efektom specjalnym. Wykorzystanie technologii 3D było zaskakująco skuteczne, zwłaszcza podczas Upadku Arkadii, kiedy czuło się, jakby wszystkie zniszczenia dokonywały się o wiele bliżej nas. Także TARDIS była bardziej realnym doświadczeniem, widzowie czuli jakby rzeczywiście zostali przeniesieni do jej środka. Użycie trójwymiarowego tekstu i 'głębi wnętrz' (zamiast sztampowego 'wyskakiwania na zewnątrz') także było dobrze przygotowane przez reżysera; chociaż trochę szkoda, że żadne tradycyjne efekty nie były wykorzystane na zakończenie (można było zrobić coś więcej z Dalekami).

Odcinek zaczął się naprawdę dobrze (miłym zaskoczeniem był powrót oryginalnej czołówki). Chociaż nie tak go sobie wyobrażałem, Upadek Arkadii prezentował się doskonale, podobnie jak Chwila - Bille Piper zagrała najlepszą rolę w swojej karierze. Smith był w fantastycznej formie, dopełnionej przez występy jego kolegów, Tennanta – którego powrót był więcej niż mile widziany – i Hurta, który naprawdę zaskoczył. Nie tylko był to magnetyzujący występ, Doktor Hurta dostał wiele najlepszych, najszczerszych kwestii w całym odcinku – jednakże moim ulubionym momentem, jeśli chodzi o dialogi, był ten, kiedy trzej Doktorzy przypomnieli swoją obietnicę ('Nigdy okrutnie ani tchórzliwie – nigdy się nie poddawać; nigdy nie odpuszczać'). Klara była w swojej najlepszej formie; dzięki semantycznemu rzemiosłu Moffata uświadomiliśmy sobie też pewne podobieństwa – zarówno śrubokręt, jak i mechanizm wysadzający Londyn w powietrze, który był w posiadaniu Kate, były metaforami większej historii. Wątek Zygonów był sprytnie pomyślany, chociaż bez niego moglibyśmy dostać więcej Wojny Czasu.


Pomimo mojego wielkiego niezadowolenia decyzją Moffata o wskrzeszeniu Gallifrey (i niezależnie od tego, jak widzą to inni, pojawienie się Toma Bakera tylko niepotrzebnie namąciło) i tak uważam 'The Day of the Doctor' za niezmiernie udany odcinek. Był doskonale wyreżyserowany, miał wspaniałą muzykę (użycie przez Golda starej muzyki było strzałem w dziesiątkę, zwłaszcza 'Altering Lives', a nowe utwory były jednymi z jego najlepszych), doskonałe kreacje aktorskie – i, w niektórych przypadkach, świetny scenariusz. Nie mam wielkich nadziei na przyszłość, ale przynajmniej Moffat pokazał, że jest zdolny do konstruowania bardzo poruszających, humorystycznych i głęboko rozrywkowych rzeczy dla telewizji.

Opinia Johna

Steven Moffat, moja odwieczna inspiracja w pisarskim świecie dzięki jego genialnemu opowiadaniu historii i wymyślaniu zwrotów akcji, dokonał kolejnego wyczynu, dając nam idealne podsumowanie 50 lat 'Doctora Who' i początek kolejnego półwiecza. Zrobił to w bardzo sprytny sposób. Nie obrał oczywistej drogi świętowania, jak to się stało w przypadku 'The Five Doctors', gdzie mieliśmy wielkie święto fanów. Zamiast tego przyjął podejście bardziej w stylu 'The Three Doctors', gdzie mieliśmy odwołanie do przeszłości, to znaczy powrót trzech wcieleń Doktora, oraz opowiedzianą nową historię, która jednak zawarła w sobie elementy z przeszłości. Zostało to osiągnięte poprzez ideę przywołania najważniejszego dnia w życiu Doktora: dnia, w którym zabił Władców Czasu.



Pomysł ten doskonale uzupełniło wprowadzenie zapomnianej regeneracji Doktora; regeneracji, o której nikt nie wiedział. Był to Doktor, który walczył w Wojnie Czasu i to on był tym, który użył mistycznej Chwili, by popełnić ludobójstwo, zarówno na Dalekach, jak i na Władcach Czasu. Tym, co mnie zafascynowało, była chłodna decyzja rezygnacji z imienia 'Doktor', by zostać wojownikiem (tak jak to zostało przedstawione w 'The Night of the Doctor').

Doktor Wojny był przykładem, co by się stało, gdyby Doktor upadł, stając się mrocznym bohaterem, który zrobił wszystko, co niezbędne, byle by wygrać. To właśnie zamierzenie było zrealizowane dzięki postaci Doktora Wojny, w którego rolę fantastycznie wcielił się John Hurt. Poetycką częścią historii była Chwila (przyjmująca formę Rose Tyler/Złego Wilka), która pokazała mu jego własną przyszłość, po to by mógł posmakować konsekwencji swojego czynu, gdyby zdecydował się na unicestwienie własnej rasy w celu zaprzestania przelewu krwi. Mroczną częścią historii, która sprawiła, że zacząłem patrzeć na Doktora Wojny z innej perspektywy, był pomysł, że Doktor mógłby nie tylko pozbawić życia Wysoką Radę (tych typowych Władców Czasu pokazywanych w klasycznych odcinkach), ale także niewinnych, to jest kobiety i dzieci. To uczyniło decyzję jeszcze trudniejszą i bardziej okrutną, a nam pozwoliło lepiej zrozumieć, dlaczego Doktor przez cały czas tak bardzo nienawidził tego dnia.


Podoba mi się dobra, wielo-Doktorowa historia i uważam, że Matt Smith i David Tennant byli dla siebie stworzeni. Uzupełniali się dzięki czystemu talentowi, tak w zabawnych, jak i mrocznych scenach. Prawdopodobnie bardziej by mi się podobało, gdybyśmy mieli więcej Doktorów na ekranie, ale jestem zadowolony, że mieliśmy przynajmniej tych dwóch razem, bo było to po prostu zabawne, a o to właśnie chodzi w wielo-Doktorowych historiach. Plus, mieliśmy dodatkowy bonus w postaci nowego Doktora, który tak naprawdę (w oczach Dziesiątego i Jedenastego) jest czarnym charakterem. Ta część fabuły z całą pewnością wypadła bardzo dobrze; pojawiła się po to, by rzucić wyzwanie Doktorowi i sprawić, by zobaczył sam siebie. W rezultacie musiał sobie w końcu przebaczyć.

Zygoni byli, w mojej opinii, raczej rozczarowaniem. Nie dlatego, że zostali źle wykorzystani, wręcz przeciwnie. Było podobnie jak z moim odczuciem odnośnie Wielkiej Inteligencji jako głównego czarnego charakteru w 'The Name of the Doctor'; to się po prostu nie sprawdziło, ponieważ Zygoni nie byli na tyle ikonicznymi postaciami, by poradzić sobie z tak ważną opowieścią. Zygoni jako główni wrogowie na 50-tą rocznicę - wydaje mi się to po prostu dziwne. Jako pomniejsi wrogowie, możliwe, ale nie jako główny przeciwnik. Niemniej jednak, ich pojawienie się było świetnym wznowieniem i pozostało w zgodzie z oryginalnym występem z 1975 roku. Uważam też, że na wiele sposobów jest to bardzo brawurowe i odważne, powiedzieć: 'Zamierzam użyć postaci,których się nie spodziewacie. To styl pisarstwa, do którego dąży Moffat. Lubi, kiedy widzowie muszą zgadywać, jaki będzie jego następny krok. Jeśli spojrzeć na to z tej perspektywy, Zygoni byli dobrym wyborem, ale ja sam wybrałbym raczej bardziej rozpoznawalnych wrogów na taką okazję.


Chociaż Moffat oświadczył, że chce przede wszystkim patrzeć w przyszłość, z całą pewnością wykonał świetną robotę rzucając kilka podkręconych piłek w kierunku przeszłości. Wiele było historycznych motywów w odcinku specjalnym, jak na przykład oryginalna czołówka, wspomnienie Iana Chestertona i Brygadiera, Szkoła Coal Hill, U.N.I.T., szalik Czwartego Doktora i wiele, wiele innych. Punktem kulminacyjnym było pojawienie się Toma Bakera, co moim zdaniem było miłym zwieńczeniem 50-lecia.

Steven Moffat zakończył motyw Wojny Czasu wielkim wybuchem, z małym, sprytnym 'timey-wimey' zwrotem. Jak się okazało Doktor nigdy tak naprawdę nie zakończył wojny zabijając swoją rasę. W rzeczywistości ocalił wszystkich przed unicestwieniem i ukrył z publicznego widoku. Najsprytniejsze było w tym ujęcie wszystkich Doktorów, którzy zjednoczyli siły, by ocalić Gallifrey. To była piękna scena, która przyprawiła mnie o dreszcze. I na dodatek mamy mały wgląd w przyszłość dzięki chwilowemu pojawieniu się Dwunastego Doktora, Petera Capaldi. Doktor uzyskał odkupienie, którego potrzebował. Żył w stracie i smutku przez te wszystkie lata od kiedy serial powrócił w 2005 i w końcu, w 50-tym roku emisji, ostatecznie odnalazł spokój; może wreszcie odłożyć na bok swoją mroczną przeszłość i zacząć od nowa. To był wielki plan Moffata: dać Doktorowi nowy cel podróży. Zadanie odnalezienia dawno utraconego domu – Gallifrey. To z pewnością daje możliwość stworzenia interesującej fabuły w przyszłości.

Wierzę, że 'The Day of the Doctor' perfekcyjnie wykonał swoją pracę uczczenia 50 lat spuścizny serialu i ukształtowania jego kolejnych lat. Dobra robota, Moffat.

piątek, 6 grudnia 2013

Co było w pokoju numer 11?

Fani nigdy nie dowiedzieli się, co zobaczył Doctor wchodząc do pokoju nr 11 w The God Complex w szóstym sezonie. Wygląda na to, że jest to jedna z tych tajemnic celowo pozostawionych nierozwiązanymi. Czy jednak mogłaby być ona ujawniona w te święta?

To pytanie zostało postawione Moffatowi podczas Doctor Who Celebration, który odpowiedział następująco: "Oglądajcie. Wrócimy do tego."

Matt Smith dodał: "Szybciej niż myślicie."

Smith podał wcześniej swoją własną teorię: "Sens w tym, że nie wiemy, co możemy tam zobaczyć, ale staramy się być tajemniczy na ten temat... Przypuszczam, że tym, co on zobaczył, było dziesięciu mężczyzn wiszących na dziesięciu szubienicach, ale jedna szubienica była wolna dla jedenastego mężczyzny. Myślę, że zobaczył właśnie to.

poniedziałek, 21 października 2013

Analiza zwiastunu The Day of the Doctor

Scenopis pierwszych ujęć trailera

Tak właśnie rozpoczął się zwiastun rocznicowego odcinka (dawno BBC nie wydało tak dobrego zwiastunu). Ale jak dużo drobnych szczegółów udało wam się zauważyć?